Detektyw – wizerunek w mediach, a rzeczywistość

Napisanie tego typu artykułu, w dodatku przez osobę zainteresowaną tematem bezpośrednio, jest ryzykowne. W końcu na firmowym blogu, czy też stronie powinny znajdować się wyłącznie informacje, które klienta przekonają, a nie jeszcze dodatkowo zwiększą jego wątpliwości.

Zaryzykuję jednak i przekłuję ten balon, ponieważ doniesienia medialne, sponsorowane artykuły, niektóre wywiady powodują, że po pierwsze, oczekiwania klientów są nierealne, po drugie, detektyw, który stosowałby się do wszystkiego, co można przeczytać, szybko skończyłby za kratkami, po trzecie zaś, pojawiają się też czasem informacje może nie tyle szkodliwe, co najzwyklejsze brednie.

Mit 1 – detektyw wyłącznie od zdrad

Takie zapytania istnieją, faktycznie, natomiast nie spotkałem się z prezentowaną często proporcją 80 i więcej procent.

Klienci na tego typu usługi rzadko przychodzą „z ulicy”, jeśli już to np. z poleceń lub od znajomych kancelarii adwokackich. W Google AdWords możemy wpisać w planerze słów kluczowych kilka fraz związanych ze zdradą, owszem, będą miesięcznie setki zapytań, jednak wskaźnik konkurencji „Niska” informuje, że klikalność w reklamy jest niewielka i wpisujący taką treść nie szukają detektywa, czy adwokata tylko czynią to w innych celach (szukanie forum osób w podobnej sytuacji, pocieszenia, porad psychologicznych, plotek etc).

Pojawiają się za to inne problemy do rozwiązania, także rodzinne, ale nie będę tu o nich rozpisywał.

Mit 2 – wykrycie zdrady jest najprostszym zadaniem

Wszystko zależy od sprytu i ostrożności figuranta. I od tego, czy klient wie (domyśla się), z kim partner spędza czas, czy też nie i potrzebuje po prostu dowiedzieć się, co obserwowany robi w czasie, gdy nie ma go w pobliżu.

Oczywiście można śledzić figuranta, na zderzaku lub jadąc kilometr dalej, przy pomocy elektroniki. Wyobraźmy sobie jednak sytuację, że figurant swojego samochodu nie używa. Jedzie cudzym (np. drugiego partnera), a aby mieć (prawie) całkowitą pewność, że figurant nie zorientuje się przez kilkaset kilometrów jazdy, że jest śledzony potrzeba 4-6 zmieniających się aut. Podejrzewam, że związane jest to z mnemotechniką, tj, że umysł przeciętnego człowieka jest w stanie jednocześnie zapamiętać cztery cyfry, kształty, kolory, numery rejestracyjne etc, niewielki procent populacji zapamięta maksymalnie jednocześnie sześć obiektów. Cztery osoby w samochodach, obserwujące figuranta przez kilka dni, pracujące za nie najniższe przecież stawki, to koszt nie do udźwignięcia dla większości klientów, nawet tych zamożniejszych, nie znaczy to jednak, że usługa taka jest niewykonalna.

A co jeśli figurant pojedzie pociągiem? Ma bilet kupiony za gotówkę, z rezerwacją. W PKP Intercity bilet można kupić najpóźniej kwadrans przed odjazdem, więc detektyw pojedzie na gapę i będzie musiał sporo do biletu dopłacić. Bardzo mała szansa, że dostanie miejsce obok figuranta. Na trasie np. z Wrocławia do Zakopanego są co najmniej cztery miejscowości, gdzie da się miło spędzić czas z kimś innym niż partner, każde z nich musi obserwować i być gotów by szybko wysiąść z pociągu i pójść za obserwowanym.

Niektóre parki są sprytne i do hotelu, klubu, sauny wchodzą i wychodzą osobno, to też potrafi skomplikować pracę.

Piszę to wszystko po to, by uświadomić ilość problemów, organizacyjnych, logistycznych, z którymi może się zmierzyć detektyw zajmujący się tą rzekomo najłatwiejszą i najmniej ambitną „rogacizną”.

Mit 3 – „Wykonujemy badania DNA”

Nie żadni My, tylko współpracujące labolatorium, gdzie koszt inwestycji w założenie takiego daleko przekracza możliwości biura detektywistycznego. Owszem, detektyw będzie przydatny gdy poprzez swój spryt, doświadczenie etc pomoże w zdobyciu materiału do badań.

Mit 4 – detektyw nic nie może

Tutaj z kolei przesada w drugą stronę.

Po pierwsze, może przetwarzać dane osobowe bez zgody osób, których te dane dotyczą. Wydaje się to niewiele, ale ten zapis daje bardzo szerokie pole do interpretacji.

Wbrew opiniom o braku dostępu detektywów do przeróżnych baz, owszem, może mieć do nich legalny dostęp, aczkolwiek pod pewnymi obostrzeniami, istnieją konstrukcje prawne, które to umożliwiają. Niektórzy przedstawiciele zawodu znają te metody i je stosują, niektórzy nie, ja znam, choć niestety nie da się tego zrobić od ręki. Ci drudzy za to muszą liczyć na kolegów z dawnych miejsc pracy, co ostatnio staje się ryzykowne, bo nieuzasadnione sprawdzenie policyjnych baz zawsze zostawia ślady i policjant, którym wysługiwał się detektyw, za maksymalnie kilkaset złotych straci niezły, stabilny zawód i wszystko to, do czego dotychczas doszedł. Skoro uważa jednak, że ryzyko jest warte kilku stuzłotowych banknotów… nie mi oceniać.

Problem z nielegalnie zdobytymi dowodami może się nasilić po ostatniej nowelizacji Kodeksu Postępowania Karnego, gdzie jest jasno wskazane, że „owoce zatrutego drzewa”, bo tak nazywa się ten typ dowodów, nie będą mogły być zastosowane w postępowaniu.

Powyżej spisałem to, co najmocniej zwróciło moją uwagę. Niewykluczone jednak, że artykuł doczeka się kontynuacji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s